Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 647 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

rozważania na poważny temat

środa, 11 sierpnia 2010 10:00
muszę tu to dodać bo jakoś tak czuję że to musi to być akurat tu

Staram się o tym nie myśleć: kocha czy nie kocha... Jak bym tylko wiedziała nie musiałabym tyle myśleć, snuć podejrzeń tyle, domyślać się, czego tak i nie umiem... Czasem aż się sobie dziwię, bo muszę przekonywać się, że mi zależy. I to jest śmieszne.

 Chłopacy to chyba mają lepiej - kochają albo nie. Proste jak drut. Jeśli kochają, to myślą o niej przez cały czas. O jej ustach, oczach, włosach, nogach, uśmiechu, dłoniach. O wspólnie spędzonych, i tych jeszcze nie, chwilach. Jeśli nie kocha, to nie zawraca sobie głowy.

 Dobrze mówię, prawda? Jeśli mu zależy, to znaczy, że kocha, prawda..? Hmm?

 A może jest tak, że w tej miłości to my, obie płci, gubimy się jak w labiryncie? Jak by to prostsze być nie mogło.

 Zastanawia mnie też jedno. Jak to się dzieje, że ludzie zaczynają być RAZEM. Z czyjej to idzie lub musi wyjść inicjatywy? Jak to w ogóle wygląda? Jak to jest być z KIMŚ?

 Odkąd przestałam z jedną rzeczą, to zaczął interesować mnie świat dookoła, ludzie, a najbardziej miłość i szczęście.

 Miłość to dla mnie zagadka, gdzie są schematy, które częściowo w życiu się powtarzają. W naszym życiu i innych. Przyglądając się jej z boku, wydaje się być lekka i prosta. Kochasz, dajesz, masz. Proste. Lecz teraz, gdy taplam się w niej całej, tak juz całkiem na poważnie, jest dla mnie zawiła, niezrozumiała oraz kłopotliwa. Trzeba sobie wyobrażać, wymyślać i dopowiadać dużo różnych rzeczy. Trzeba się odpowiednio postarać, pomyśleć oraz rozplanować tak, aby wszystko wyszło.

 A w ogóle co to jest „miłość"? Czy to jest to uczucie, które na długie lata łączy ludzi ze sobą w małżeństwach? Czy może miłość, a raczej jej owocem są dzieci? Czy miłością może być gorące i wielkie uczucie? Czy też nieśmiało i powoli tlące się w naszych duszach?

 Chciałabym odkrywać właśnie te rzeczy. Poznawać, co to miłość, co ją daje. Co to szczęście i jak można je osiągnąć, za czyją lub czego pomocą.

 Szukam człowieka, który pomoże mi i towarzyszyć będzie w wędrówce pt „Poznajemy życie" oraz „Uczymy się życia". Ja osobiście nie chciałabym go przegapić. I życia, i tej osoby.

 Bo życie 'naprawdę nie jest łatwe, nie rozpieszcza, tylko czasami nam pomaga. Na wszystko trzeba zasłużyć lub zapracować, co nie znaczy, że życie tak szybko nam to da. A jak już da, to szybko tez odbierze, chyba że mocno to trzymamy. Z życia trzeba też czerpać i wyciskać tyle ile się da. Radować się każdym dniem, jak by był to ostatni dzień naszego życia, oraz dziękować Bogu za nie, gdyż jest okazane nam ono tylko JEDNO.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6281190,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dzień 7 (18.07)

środa, 04 sierpnia 2010 10:34

Spałam dziś na karimacie i w śpiworze przed camperem. Nie, że mnie wywalili, ale z własnego wyboru - chciałam zobaczyć jak to jest, jak się czują ci ludzie śpiący w namiotach. Cudowne przeżycie. Budzę się rano, a tu taki wiaterek. Mmmm... Dziś też mocno wieje, tak jak wczoraj.

 Od rana jest śmiesznie. Brat idzie do łazienki, a on ma tendencje do zapominania rzeczy które ze sobą bierze. Mówi do niego mama:

- Pamiętaj. Bierzesz 4 rzeczy. Możesz wrócić z czterema lub więcej.

- Mam przejść damski kibel w poszukiwaniu skarbów też?

- Jest jeszcze ta łazieneczka dla dzieci.

albo

Mama z tatą wczoraj wieczorem próbowali zrobic sobie z małego przenośnego expressu kawę, ale coś im nie wyszło, dopiero coś później wyleciało. Tata próbuje to wypić, a mama:

- Pewnie będzie jakaś siekiera

Tata wącha i mówi:

- Na razie czuję tylko nożyczki.

 

W ogóle tak mocno wieje, że ludziom poprzypominało się że mają śledzie i zabiezpieczają przed porawniem swoje namioty i wiatki do przyczep.

 Zaraz z mamą idziemy do kościoła. Ja i do kościoła. Jestem po wrażenie, widze poprawę. Przy okazji sfotografujemy miasteczko w rannych godzinach.

 Zapomniałam napisać, że jakieś 2 dni temu, chorwaccy koszykarze dawali pokaz na rozstawionym boisku. Grali w streetballa, a my z bratem tak staliśmy jak zaczarowani. Ehh

Za to wczoraj w jednym z klubów uczyli salsy. Popatrzyłam na tych ludzi co sie uczyli i nadążyć nie mogli :PP Ale jak zwykle uczyli tylko podstawowych kroków...

 Opaliłam się na kolanach i przez jakiś czas miałam na nich piegi!!! :DD

 Ten wiatr sprawia, że sa tak ogromne fale jak nad polskim morzem. Ludzie mają na to szał. Skaczą jak by pierwszy raz takie widzieli! Może i widzą.. Fotografują, filmują i otwieraja oczy szeroko na to, a my obojętnie mijamy ich idąc z mamą do kościoła.

 Nasza masz nie wiele różni się od tej, chorwackiej.

Na pewno strasznie przedłużają, np,

JeeeeeEEEEEEEeeeee wdech EEEEEeeeeeeezzzzZZZZZZUUuuu. Naprawdę,

W kościele było wiele róznych narodowości, co ujawniło się wtedy np kiedy trzeba było klękać to inni stali i na odwrót. Ale tak to wszyscy w tym samym momencie „Amen" i „Ojcze nasz" mówili. Najbardziej zdziwiły mnie 2 rzeczy: brak ministrantów, tylko ludzie świeccy czytali i zbierali dary, a na znak pokoju to jedna para przed nami się...pocałowała! A tak to wszyscy prawie się na siebie rzucali by tylko uscisnąć sobie dłoń. Myślałam, że tylko na maszach pijarskich tak robimy.. Niektóre rzeczy też zrozumiałam, gdyż chorwacki wywodzi się z języka słowiańskiego, jak nasz. I psalmu nie spiewali tylko czytali..

 Potem z mamą jeszcze trochę obeszłyśmy miasteczko, postawiłam mamie loda i do campera.

Po powrocie było trochę nieprzyjemniości, ale trudno. Dobrze chociaż, że nikomu nic się nie stało.

 Resztę dnia spędziliśmy w przyjemny sposób. Mi przez cały dzień na szczęście nie odskiwerał upał dzięki wiejącemu wiatrowi.

Zjedliśmy obiad w miłej atmosferze śmiejąc się. Potem z tatą pomogliśmy rozłożyć namiot nowo przybyłym wczasowiczom - duńczykom. Przeurocza rodzina. Facet był najlepszy, taki totalnie oderwany od rzeczywistości ;)) Miał dziką fryzurę, wszyskie włosy w totalnie różnych kierunkach, polówka, brązowe szorty w kratę i do tego... BRĄZOWE CONVERSIAKI...WOW. Całość prezentowała się super. Cała rodzinka blondyni. Para ta została obdarowana dwoma slicznymi córeczkami, które nosiły sledzie. Ach, gdybym tylko mogła otrzymać ich usmiechy..!

 Poszliśmy w to samo miejsce, do mista, na pizzę. Tym razem wzięłam hawaii :D Potem jeszcze trochę spacerku po uliczkach i z powrotem. Wiatr naprawde mocno wieje, nie mogłam w spokoju zjeść pizzy bo całe włosy miałam w buzi :P

Ten wiatr wije z każda chwilą coraz mocniej i oznacza zbliżającą się burzę. Mówimy, że pogoda trzyma sie tradycju, bo za każdym razem jak wyjeżdżamy w inne miejsce, to żegna nas deszcz. A my jutro jedziemy dalej, na Krk. Moja mama bardzo nie lubi burz, dostaje paniki i idzie schować sie do betonowej ubikacji...

 Wróciliśmy z naszej ostatniej wycieczki po Baśce i widzimy na stole karteczkę z młotkiem, który pozyczyliśmy duńczykom. Na kartce: „Thanks for your help and hammer :)"

Jak miły gest!! Jeśli dalej będą tu tacy mili ludzie, to ja zostaje ;)

 Baśka słynie z tego, że idzie się uliczką ptzy możu, dochodzi się nią do portu, w głąb kilka ładnych uliczek i koniec. Na tej uliczce taki spęd bydła, że można na nim zobaczyć:

skateów z deskami, dzieci i dorosłych na hulajnogach i rowerach, pary zakochanych trzymające się za ręce, rodziców z wózkami, z którymi zazwyczaj zatrzymują się na środku drogi (ARGH!!), grube panie idace zazwyczaj baaardzo wolno, mnóstwo dzieci biegających jak dzikie, paniusie z makijażem na twarzy, koturnami, które próbują umiejętnie zjeść lody, rodziców krzyczących na swoje dzieci, sczególnie włochów, kelnerów zagadujących cię do danej restauracji, rolkarzy, ludzi spalonych na prosiaczka + tony różnych innych typów turystów. Do tego wszystkiego dochodzą kolorowe stoiska z deperelami, które cieszą oczy i przyciągają wzrok. A ja ide sb środkiem tej uliczki i próbuję...nie zwariować.

 Po powrocie3 nic sie nie chce. Najlepiej została bym tu jeszcze na jeden dzień, zgadała się z duńczykami i spała tak jak wczoraj, przed camperem, ale padać będzie!

Bo zawsze musi być fajnie na koniec :/



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6259068,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dzień 6 (17.07)

poniedziałek, 02 sierpnia 2010 12:00
Rano sniadanko, potem prysznic i siedzenie przed camperem, gdyż nie wyobrażam sobie pływania na TYM słońcu. Wypisałam wszytskie kartki, oby doszły.
 Na razie brak planów na dzisiejszy dzień. Może uda mi się poprosić o wieczorną kąpiel w morzu, bo w ten upał to nawet myśleć się nie da...
 Obok nas porozstawiali się nagle ludzie jak grzyby po deszczu:
po lewej mamy teraz Polskaów ze Śląska chhyba, a przyczepę mają z Koszalina, bo rejestracja KOS ;P,
po prawej za to mamy Słowaków. Się zaludniło...
Pd 13-16 rozpaczliwie szuka się ciebia, gdyż wtedy słońcu najmocniej grzeje, Więc...uff i ahh jak gorąco.
 Chyba już się trochę zaaklimatyzowałam, bo wieczorem jest już mi zimno :)
 W końcu 1 raz wykąpałam się w morzu w tym roku. Nawet fajnie. Nurkowanie super, a woda strasznie słona...
Dzisiaj odbyłam ciekawą rozmowę z rodziną, nawet się pośmialiśmy. Ja do brata:
-Oj, w gim będziesz miał fizykę i chemię. I biolę i gegrę. Ah, chcę już to widzieć..
- A co tobicie na fizyce?
- Np dowidaujemy się co to jest powietrze... Chociaż nie, to na biologi. Na fizyce mierzymy z jaką prędkością ten wiatr wieje. Na gegrze co z niego wynika i na jakich kontynentach sb wieje, A na chemi co  jest w powietrzu.
- Ja wiem co jest w powietrzu: muchy i meszki.
... OK :PP

 Ogólnie drugi raz spotykam przy zlewozmywaku taką dziewczynę, co płucze sałatę, ale ona...usmiecha się do siebie samej! Dobrze, wiem  że sama każę wszytstkim usmiechać się i sama próbuję chodzić wszędzie z usmiechem, ale kurdę...ona ma taki ładny usmiech i prawdopodobnie jest weganką.
 Teraz jest 22.3 i nudno mi. Tata każe mi skończyć pisać. Byłam już na 2 spacerach po pou, ale i tak nudy. Przejdę się jeszcze raz..

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6252982,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dzień 5 (16.07)

poniedziałek, 02 sierpnia 2010 11:49
Dzieś ur Baśki S, a mnie w Polsce ni ma :C

Rano okazało się, że tata tak chrapał, że Bartek o 3 wstał i spał na dworze pod camperem :DD
ciepło, ciepło i jeszcze raz ciepło!
Wczoraj na naszej wycieczce rozładował mi się akumulator od aparatu, kurczę. Trzeba będzie kupić nowy, bo to wredne było..
Na razie siedzimy przed camperem z mamą, bo gorąco (jest dopiero 11.28).
Tak o 17 chcemy iść do miasta zobaczyć je w świetle dziennym.
Ja idę umyść naczynia.

Pod wieczór (ok 18) wyruszyliśmy na głębsze zwiedzanie miasta. Ludzie naprawdę ładnie na tej wyspie się pobudowali!
Niezłe ville.
 Potem z powrotem na zwiedzoną dzień wcześniej uliczkę, na lody do ulubionego lodziarza, po kapelusz dla mnie, który wcześniej sobie upatrzyłam, buty dla mamy i brata i do domku. Porobiłam parę ładnych ujęć,  z których jestem zadowolona. Zwiedziliśmy jeszcze port, z którego słynie to małe miasteczko. Dzień udany.
Jeszcze przed północą leżałam na ziemi i podziwiałam gwiazdy. Tak sobie pomyślałam, czy jak ja tu patrzę,  w Chorwacji, to np taka Aneta jak popatrzy u siebie, w Rokietnicy, to zobaczy to samo...
A zapomniałam dodać, że rodzice kupili mi nowe, bambusowe japonki, bo tamtych nienawidzili (jak się zepsóły to je plastrem posklejałam). Musiałam się z nimi rozstać niestety, gdyż tata zaraz wyrzucił je do śmieci...:c

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6252947,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dzień 4 (15.07)

piątek, 30 lipca 2010 18:57
Dobry. Pobódka o 7.00. Do 8.00 sniadanko i w drogę.
Przez mój zakręcony tydzień jestem nerwowa argh!
 Dzieś ogólnie 600 rocznica bitwy pod grunwaldem i...dzień bez telefonu komórkowego,
a ja już od rana słucham na nim muzyki. Czy to się liczy?
 Ciesze się na te wakacje, tylko chyba jeszcze do mnie nie dociera, że tak będzie
 tak ciepło jak w Polsce przez ostatni tydzień upałów. A ja tutaj sobie siedzę, okiennko lekko rozczelnione i mam przewiew i w ogóle chłodno i przyjemno!
 Teraz mi tu gra Led Zeppelin - Dyer Maker, ale żeby nie było to chyba na mp3 się przerzucę.

o 10.30 przekroczyliśmy granicę chorwacką. Wreszcie! Przy kontroli celnej kazali nam z bratem się pokazać, ale mnie zawołał jako...Patrycja! Drugim imieniem! Phi! Ale rozumiem go - Małgorzata za trudne :DD
Przynajmniej chorwaci są miło nastawieni do Polaków :D
Dobra teraz jedziems na Krk !

od godziny 12 jesteśmy już na polu. Zdążyłam wziąść orzeżwiający prysznic i jest już dobrze.
Posmarowałam się kremem do opalania, bo nie mam ochoty i zamiaru cierpieć przez to słońce.
Moja karnacja w końcu aż tak słońca nie lubi...
Zobaczymy co będzie

Wieczorem o 20 poszliśmy do miasta Baśka. Słońce schowało się za górą, więc zrobiło się bardzo przyjemnie.
Jeszcze przed tata musiał pójść zrobić burę, gdyż jest problem z prądem.
mają starą instalację i od ok 12-19 nie ma mocnego prądu [electric power is weak].
Stiomy przy budce na prąd, podchodzą inni, bo też im prąd siadł i...tata mówi tak:
(trzyma elektryczny wiatrak w ręku)
-Podłączam to i noł!
A facet, z którym wcześniej po angielsku rozmawialiśmy (ja robię za "tłumacza") mówi:
- A może bezpieczniki się przepaliły? - Oczywiście mówi całkiem po polsku, najczystszą Polszczyzną :PP
-To mów, że Polak jesteś!! :DD
Byliśmy na pizzy, a ja jak zwykle wzięłam "Calzone". Do dziś pamiętam swoją reakcję z zeszłego roku, gdy jeszcze nie wiedziałam jak taka pizza wygląda: wszystko jest w środku (ser, szynka itd.), a pizza jest złożona na pół i z góry polana sosem pomidorowym.
A moja reakcja za pierwszym razem była taka:
"-Co to jest? Co to za burek? Pizza im się w piecu nie zmieściła, czy co??" <lol2>
Mój brat się wtedy tak chichrał, że z krzesła spadł :P.
Przeszliśmy póxniej jedną z dłuższych uliczek po drodze zaglądając do wszystkich sklepików. Upatrzyłam sobie kapelusz słomkowy. Byliśmy na lodach, a lodziarz zrobił dla mnie sztuczkę podrzucając kulką do góry. Trochę mi się głupio zrobiło..:P
Potem jak go obserwowaliśmy, to umiał takich sztuczek więcej. I zagadać do klientów umiał! :D bardzo dobry pracownik.
Baśka wieczorem wydawała się taka piękna. Te uliczki oświetlone przez
szeroko otwarte sklepy zapraszające do siebie klientów...
Do campera wróciliśmy o 23. Ja położyłam się spać o północy.
Zapomniałam dodać, że do miasta idzie się ulica przy samym brzegu morza, a ludzi tu jak mówków.
I wszyscy się patrzą...
Aż w pewnej chwili dostałam klaustrofobii.
Polacy też są i to nawet dość dużo :D
Dzionek spędzony dobrze :)

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6245539,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  188 826 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Troszkę o mnie i moim zwariowanym i głupim życiu... w tym to co uwielbiam robić czyli wariować...tańczyć...teksty piosenek i pełno różnych teledysków...xD Zapraszam tutaj wszystkich zdziwionych, zmęc...

więcej...

Troszkę o mnie i moim zwariowanym i głupim życiu... w tym to co uwielbiam robić czyli wariować...tańczyć...teksty piosenek i pełno różnych teledysków...xD Zapraszam tutaj wszystkich zdziwionych, zmęczonych tym światem. Zapraszam, przyjdźcie, rozgośćcie się, poczujcie się jak u siebie w domu, posłuchajcie miuzik i poczytajcie coś przyjemnego... Pozdro

schowaj...

Zabawa: Walka na tytuły piosenek...xD


Platinium-Love shy


Ronan Keating - when you say nothing it all



Aerosmith - I don't want to miss a thing



Craig David - Hot stuff



Supergrass - Alright


Fall Out Bpy - The take over, the breaks over


The Kooks - Always Where I Need To Be


The Kooks - Oh Laa

Statystyki

Odwiedziny: 188826
(wersja testowa)
Wpisy
  • liczba: 177

Lubię to